Lecznica Weterynaryjna Luxvet24

Młodej Polski 12, Kraków
5 oranları
5.20/10.00
+48 12 265 13 90

Lecznica Weterynaryjna Luxvet24 haritada

değerlendirme

Natalia -oldtemptation (01.10.2017 11:35)
NIE IDŹCIE DO TEJ KLINIKI jeśli nie chcecie, żeby Wasz zwierzak UMARŁ.

Przez pół roku chodziliśmy z pieskiem do LuxVet. Lekarze za każdym razem mówili, że to zapalenie pęcherza. Karmili ją antybiotykami, nic nie pomagało, karmili dalej. Było coraz gorzej.
7 miesięcy później poszliśmy gdzie indziej. Lekarz ledwo podniósł ogon, stwierdził, że to GUZ. 8-kilowa suczka miała GUZ WIELKOŚCI PIĘŚCI. Diagnoza lekarza po badaniach była jednoznaczna - jest ZA PÓŹNO.
PIESEK BY PRZEŻYŁ, GDYBY NIE CI LUDZIE.
Przez KOMPLETNY BRAK PROFESJONALIZMU zwierzak jest coraz bliżej śmierci z dnia na dzień.
JAK można po takim czasie, po dwóch badaniach USG nie zauważyć tak wielkiego guza?
Operacja (oczywiście gdzie indziej) pomogła, ale niestety nie w całości, nie dało się wszystkiego wyciąć, za kilka miesięcy piesek umrze.
Mariusz R (28.08.2017 23:33)
Kot jest pod opieką od 3 lat. Wszystko super - miła obsługa i profesjonalne podejście. Na plus sklepik gdzie można kupić niezbędne rzeczy.
Alan Wiśniewski (22.08.2017 21:38)
Pan Paweł to najlepszy weterynarz jakiego było mi dane spotkać w swoim życiu rzeczowy, solidny, dokładny, empatyczny. Klinika doktora jest wyposażona w bardzo dobry i nowoczesny sprzęt wszystkie badania są wykonywane na miejscu przez doświadczony i bardzo miły personel. Jesteśmy z żoną bardzo zadowoleni z tego jak lecznica od wielu lat zajmuje się naszą niunią". Poza tym jest to klinika całodobowa co jest dodatkowym atutem ponieważ korzystając z ich usług na co dzień ma się poczucie bezpieczeństwa że w razie czego można o każdej porze skorzystać z zaprzyjaźnionego miejsca. Polecam wszystkim z Krakowa i okolic.
Kacper Ochwat (04.08.2017 14:03)
Jedyną zaletą tej kliniki jest to, że jest czynna 24 godziny na dobę.
Mój pies miał operacje ucha, który jak się okazało została przeprowadzona błędnie, ponadto mój pies dostał grzybicy która pożarła mu pół łapy w miejscu gdzie dostał kroplówkę ( na 2 dni miał podpiętą ) oraz w każdym miejscu gdzie dostał zastrzyk widać ślady grzybicy także cieszy fakt, że sterylność (nie)została zachowania :)
Rafał Markowicz (02.07.2017 21:56)
Wczesną wiosną przyjechaliśmy do tej "lecznicy" na nocny dyżur z kotem, który nie mógł oddać moczu przez kilka godzin. "Doktor" poza nafaszerowaniem kota zastrzykami (nie tłumacząc, co to za leki) poinformował, że pęcherz jest wypełniony miernie i nie ma objawu zapalenia - i to mimo, że zrobił USG jamy brzusznej. Być może o 3 rano nie myśli się zbyt sprawnie, ale jak prawdziwy weterynarz mógł nie zauważyć pełnego pęcherza? Kot dotarł do normalnej lecznicy dopiero po 7 godzinach, bo uspokojeni przez "doktora" ignorowaliśmy kolejne objawy. Dopiero jak zaczął sikać krwią popędziliśmy z nim do weterynarza.

Dziś z innym kotem, podobny problem - nie może się od rana wysikać, jest ewidentnie zatkany, problem dawno zdiagnozowany (kot leczony od miesięcy), więc zabieramy go do "lecznicy". Ten sam "doktor" w ogóle nie słucha, co do niego mówią, tylko robi kotu jakieś zastrzyki. W końcu zapytałem, jak to pomoże w odetkaniu zwierzaka i dowiedziałem się, że jak mi się coś nie podoba, to mogę iść do konkurencji - tak po prostu. Jak przypomniałem poprzednią wizytę wyjaśniając, że nie do końca ufam poprawności leczenia, to usłyszałem wykład na temat tego ile lat doświadczenia "doktor" ma. No to zapytałem go wprost, czy potrafi "przetkać" kota, i dopiero wtedy okazało się, że w tej "lecznicy" ten "lekarz" potrafi to zrobić wyłącznie w pełnej narkozie zwierzaka, które na domiar złego musi pozostać w lecznicy po zabiegu.

Podsumowując: "doktor" nie słucha, co się do niego mówi - bo po co poznać szczegóły choroby zwierzaka. Robi swoje "procedury" zupełnie nie tłumacząc niczego właścicielowi pacjenta. Jak ten zaczyna dopytywać, słyszy że może sobie iść do konkurencji.

O tym, że jakaś pani (inny weterynarz? nie wiem, kim była, wcześniej sprzątała jakiś magazynek na zapleczu) wtrąca się w rozmowę z radosnym pytaniem "a skąd pan wie, że kot jest zatkany?" szkoda nawet mówić.

Drogo, bez minimum empatii dla pacjentów, niezbyt czysto, bez informowania o niczym właścicieli i chyba bez kompetencji. Nie polecam.

Jako ciekawostkę dodam, że doktor, do którego normalnie ze zwierzakami jeżdżę specjalnie przyjechał do gabinetu aby zająć się moim kotem (środek weekendu, doktor był poza miastem). Za dokładne zdiagnozowanie kota, udzielenie mu pomocy, podanie leków, wykonanie zabiegów wziął 60 złotych. W Luxvecie za wysłuchanie wykładu o "5 latach doświadczenia" i podanie dwóch zastrzyków (musiałem dopytywać, co to za leki) zażądali 100 złotych.

Yorumunuzu ekleyin